Greckichorzaczynaspiewac's Blog


Whatever Works, reż. W. Allen, 2009, Francja/USA
Styczeń 11, 2010, 9:30 pm
Filed under: Uncategorized | Tagi: , , ,

Mam w kinie nowego idola. Jest nim Boris Yelnikoff – człowiek wszechwiedzący i prawie nominowany do nobla z fizyki. Polubiłam go już na początku, bo tylko on z grupki znajomych zauważył, ze siedzę przed ekranem i postanowił uraczyć mnie swoją historią pewnej miłości.

A historia była taka, że kiedyś na ulicy spotkał dziewczynę. Ta nie dość, że się wprosiła do niego na chatę, to potem nie chciała się wynieść a na dodatek śmiała się w nim zakochać! W nim! W starym człowieku, który budzi się w nocy z atakami paniki i tryska ironią tak, że najlepiej chodzić przy nim w kombinezonie.  Co więcej! Po mału, wraz z pasożytniczym rozwojem intelektualnym i coraz większymi szansami na poznanie praw rządzącym wszechświatem sam Boris zaczął patrzeć przychylniejszym wzrokiem na już nie tak beznadziejnie głupią gęś…

Potem jest tylko ciekawiej, śmieszniej i milej i w ogóle.  Balsamicznie powiedziałabym. To film na rozmokłe zaspy i  skwaszoną minę.  O tym, że na zmiany nigdy nie jest za późno i można zostać sobą w każdym momencie swojego życia. Pokrzepiające, nieprawdaż? Szkoda, że wchodzi do polskich kin dopiero w kwietniu. Byłby dużo pożyteczniejszy w obecnych okolicznościach przyrody.

5 z przyjemnością i z uśmiechem na twarzy i deklaracją szybkiego ponownego oglądu.

Reklamy


Vicky Cristina Barcelona, reż. W. Allen, 2008, Hiszpania/USA
Kwiecień 21, 2009, 8:03 pm
Filed under: ze movies | Tagi: , , , , , ,

Woody, ach Woody. Cóżeś mi uczynił… Ale spoko spoko – w niczmyś nie zawinił…

Nie wiem czy jest sens opisywania o czym ten film, bo kazdy na pewno wie. Gdyby nie wiedział, posłużę się wyjątkowo opisem dystrybutora:vicky

Dwie młode Amerykanki, Vicky (Rebecca Hall) i Cristina (Scarlett Johansson) przyjeżdżają na wakacje do Barcelony. Vicky, inteligentna i czuła, ma niedługo wyjść za mąż; otwarta na emocjonalne i seksualne przygody Cristina to jej zupełne przeciwieństwo. Podczas pobytu, obie bohaterki dają się wciągnąć w niekonwencjonalną, romantyczną i seksualną przygodę z Juanem Antonio (Javier Bardem), charyzmatycznym malarzem, uwikłanym w burzliwą i skomplikowaną relację ze swoją byłą żoną, Marią Eleną (Penélope Cruz).
Zanurzony w soczystej zmysłowości Barcelony, „Vicky Cristina Barcelona”, to zabawny, inteligentny film, ukazujący miłość we wszystkich jej przejawach.

A teraz od siebie.

Swietny, uroczy film. Przepełniony słońcem, artyzmem i dzikimi uczuciami. Wszystko mi się w nim podobało.

Podobała mi się historia. O seksie i jego konsekwencjach. O zdradzie i miłości. O przywiązaniu i spontaniczności. O sztuce i Barcelonie. Po prostu, zgrabnie, trafnie, przystępnie.

Podobały mi się zdjęcia. Słoneczna, nasycona barwami Barcelona i jej okolice. Podobno miasto dało kasę Woode’mu na zrealizowanie filmu. U nas co najwyżej Danzel kręci teledysk w Radomiu. Cóż… Jaki kraj, taka promocja. Zresztą już słyszę, że każdy chce w tym roku lecieć do Barcelony. Ja też. Będzie oblężenie. I dobrze.

Podobali mi się akorzy. Obłędny, bezpośredni i bezpruderyjny i szalenie wprost męski Bardem. Scarlett- dobra, choć jej rola zorientowana na mniejsze eksponowanie atutów aktorki niż zazwyczaj. Penelopa – szalona, ponętna, obłędna – choć taką znamy ją już z wielu filmów wcześniej  – Oscar to moim zdaniem nagroda za całokształt ról temperamentnych hiszpanek. Świetna była też Vicky – Rebeca Hall – która w tym filmie, moim zdaniem, była alter ego Allena.

Podobał mi się sposób prowadzenia historii. Surowy, uporządkowany lektor przeprawiający nas przez kolejne etapy hiszpańskiej wyprawy. Taki trochę w starym stylu, ale bardzo na miejscu.

Podobała mi się ta swoista wycieczka – kościoły, stare domy, biblioteki, galerie, hiszpańska gitara, rzeźby, no wszystko…

Podobał mi się ten klimat, słodkiej dekadencji, hedonistycznej bezmyślności, subtelnej rozwiązłości, który potrafi zburzyć spokój człowieka na długo długo i ciągle ożywać w pamięci.

Rozbawiła mnie scena, w której Scarlett wywoływała zdjęcia zrobione uprzednio cyfrakiem.

Błogość, moi mili błogość.  Daję 5+, jako że 6 trzymam na filmy, po których odbiera mi mowę  🙂