Greckichorzaczynaspiewac's Blog


Jamon, jamon, reż. B.Luna, 1992, Hiszpania
Grudzień 27, 2010, 11:04 pm
Filed under: Uncategorized

Telenowela, Panie!

On kocha ją, będą mieli dziecko. Jego matka nie akceptuje związku. Jej matka od czasu do czasu spotyka się z nim i świadczy mu papuzie usługi seksualne. Jego matka wynajmuje faceta, aby ją uwiódł. Ale sama się w nim zakochuje, i dzięki motorowi marki Yamaha spędza z nim upojne chwile podczas których spożywają czosnek. Po drodze on 2 zakochuje się w niej. Wkrótce ona w nim też, ale dopiero gdy ginie prosiak uświadamia sobie siłę tego uczucia.  Finału tej historii nie powstydziłby się Sofokles. Scena pojedynku z użyciem świeżo wysuszonej jamon zapadnie mi na długo w pamięci. Happy End jest zaś taki, że ona i on 2 będą mieli dziecko. Gratuluję.



Tatie Danielle, reż. E. Chatiliez, 1990, Francja
Grudzień 22, 2010, 8:14 pm
Filed under: Uncategorized

Znacie ją. Widzicie ją w autobusie, kiedy głośno wyraża niezadowolenie z powodu braku miejsca do siedzenia. Przepuszczacie ją w tramwaju, kiedy po trupach pcha się do drzwi. Bo przecież WYSIADA NA NASTEPNYM przystanku, choć autobus nie ruszył jeszcze z poprzedniego. Stoicie za nią w kolejce na poczcie, kiedy kłóci się z każdym z powodu zbyt wolnej obsługi nerwowo postukując laską o podłogę.  Jeżeli macie mniej szczęścia, to znajdziecie ją w waszej rodzinie: codziennie umiera mimo,  iż jej wyniki są nie najgorsze; podżera słodycze, choć ma zaawansowaną cukrzycę; nieustannie skarży się na samotność, a przecież rodzina zagląda częściej niż trzeba.  Jest egoistyczna, kapryśna, zrzędliwa, nikczemna. Poznajcie Ciotkę Danielle.

Rzeczona ciotka trafia pod dach swoich kuzynów, którzy zobowiązują się opiekować staruszką. Są pełni dobrej woli, gotowi przychylić swej cioci nieba.  Dzieci do niej lgną, a kuzynka dogadza jej jak tylko się da. Niestety. Ciotka swoje wie – świat jest zły, dzieciaki upierdliwe, a światowe jedzenie nadaje się tylko do kosza.  Trzeba umrzeć. Ale zanim, należałoby dać ówczesnym do wiwatu. Tym bardziej, że kroi im się dwumiesięczny wyjazd do Grecji, a oni ośmielili się pomyśleć o wynajęciu kogoś do opieki. Oj,  jeszcze pożałują swojej decyzji…

Ten uroczy, nieco w starym stylu film to przewrotna komedyjka o archetypicznym wręcz temacie „starej i złośliwej”.  Może i daleko temu filmowi  do  „Co się zdarzyło Baby Jane”, w  którym nienawiść aż ciekła z ekranu a Bette Davis chciało się strącić w przepaść razem z wózkiem. Ciotkę Danielle też chciałoby się zdzielić po łbie, co zresztą  w filmie następuje. I nagle okazuje się, że i w ciotce drzemią ludzkie uczucia, a manipulanctwo sięga tak daleko, jak na ile ktoś jest mu w stanie pozwolić. Historia zmierza do happy endu, choć nie takiego oczywistego, a po drodze nie obędzie się bez perypetii, które wykraczają daleko poza mury pokoju cioteczki. Dojdzie i do rozgrzeszenia głównej bohaterki. Nie jesteśmy głupi i wiemy, że strach przed samotnością i porzuceniem bywa najgorszą trucizną.

Bardzo przyjemny film. W sam raz, żeby odetchnąć przy nim po dniu ciężkiej pracy.

 

 



Ziemia i popioły, reż. K. Partovi, 2004, Francja/Afganistan
Grudzień 6, 2010, 11:01 pm
Filed under: Uncategorized

Pustynne bezdroża przemierza stary mężczyzna w towarzystwie małego chłopca. Celem jego podróży jest kopalnia, w której pracuje jego syn.  Dastaguira zmierza powiadomić go o śmierci matki i żony, które zginęły w bombardowaniu wioski. Tak jak zresztą cała reszta jej mieszkańców.

Mężczyzna nie wyobraża sobie w jaki sposób może przekazać tak dramatyczne informacje. Boi się reakcji syna. Honor wymaga, aby jego syn dowiedział się prawdy, która jest tym okrutniejsza, że jego żona została przed śmiercią zhańbiona. Starzec obawia się, że jego syn może popełnić samobójstwo. Dodatkową rzeczą, która sprawia starcowi straszny ból jest fakt, iż jego wnuk stracił w wyniku bombardowania słuch. Malec nie potrafi zrozumieć co się stało. Widzi, że wszyscy dookoła niego ruszają ustami, ale nie wydobywają się z nich dźwięki.

Droga obydwóch jest odzwierciedleniem stanu ducha Dastandingury – tak jak mężczyzna nie wyobraża sobie rozmowy z synem tak jego dotarcie do celu ciągle jest czymś zakłócone.  Oczekiwanie na jedyną w trakcie dnia ciężarówkę, która dociera do kopalni nieustannie się wydłuża. Przystanek, który  znajduje się w niespełna połowie drogi podróży to miejsce bolesnej kontemplacji, a także nieustannego rozdrapywania ran. Jedyne miejsce – wioska znajdująca się nieopodal, w którym wydawałoby się że można znaleźć bliskie osoby i odrobinę pocieszenia także została zbombardowana.

W filmie Partoviego ofiarami wojny są nie Ci, którzy zginęli. To Ci żywi, którzy muszą nieść ze sobą ból po stracie najbliższych.  Bezradność jest przytłaczająca. Fizyczne rany są niczym w porównaniu z ciężarem traumatycznych obrazów, które  co chwila powracają.

Tragedię oglądamy z  dwóch perspektyw – sędziwego, mądrego meżczyzny oraz jego wnuczka – nieświadomej ofiary, skrzywdzonej na całe życie.  Chłopiec widział cały terror. Dzieli się nim głośno, wypluwa z siebie brutalne obrazy. Nie dostaje odpowiedzi. Nikt nie może mu niczego wytłumaczyć. Frustracja małego dziecka narasta w rozdzierający sposób. Szuka głosów napotkanych osób we wraku czołgu stojącym przy przystanku.

Ta udręka nie ma końca. Nawet w momencie, w którym wydaje się nam, że podzielimy się z kimś naszym ciężarem – ukojenie nie nadchodzi. Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają.  Kolejne kamienie do worka z rozpaczą.

Doskonały, choć szalenie smutny.

 

 



Grudzień 1, 2010, 10:55 pm
Filed under: Uncategorized

Jeżeli będę kiedyś mieć syna to chcę, żeby był taki jak Scott Pilgrim.  Powinno się udać jeżeli wnętrze odziedziczy po mnie, a o jego wyglądzie zadecydują geny męża.

Bowiem Scott Pilgrimm to młodzieniec o niezwykłym uroku, niespotykanej wrażliwości i rozbrajającej więc mieszance sarkazmu i autoironii. Posiadanie takich cech może z założenia powodować pewne kłopoty. W tym wieku, te największe mogą płynąć od kobiet. Związane są one z pewną niestałością uczuciową, zwaną inaczej poszukiwaniem ideału. A kiedy ten staje na drodze, mając różowe czy tam niebieskie włosy niekoniecznie musi to oznaczać pełnię szczęścia. O nie trzeba zawalczyć, najlepiej w stylu Street Fighter – z dużą ilością kicków i onomatopei pojawiających się na ekranie w formie graficznej. Piorunami, przedzielającym się ekranem, stylem, który określa się mianem komiksowego.

Z komiksami mam wspólnego tyle, że miałam kiedyś jeden tom Komiksu Giganta – chyba wiecie o czym mówię. Ta swego rodzaju ignorancja jednak wcale nie odebrała mi przyjemności oglądania tego wyjątkowego i specyficznego filmu. Scott Pilgrim kontra świat, a może Scott Pilgrimm kontra całe współczesne kino szczycące się mianem postmodernistycznego. Takiego szaleństwa formalnego nie widziałam od dawna. Rytm filmu nie daje odetchnąć na chwile, a ukojenie daje jedynie nieporadny uśmiech głównego bohatera. Do tego dobro zwycięża, ludzie stają się mądrzejsi – no jak tu się oprzeć?

Bardzo dobry stuff.