Greckichorzaczynaspiewac's Blog


Magnolia, reż. P. T. Andersson, 1999, USA
Wrzesień 22, 2010, 10:40 pm
Filed under: Uncategorized

Wierzę, że muszą się wydarzyć pewne rzeczy, żeby po nich mogły nastąpić inne. Nie chodzi mi tu o realne i logiczne związki przyczynowo skutkowe,  a o pewien nieoczywisty dla nas algorytm zdarzeń.  Niektórzy nazywają go przeznaczeniem, niektórzy fatum. Boję się mocy tych określeń, natomiast otwarcie przyjmuję pewne sytuacje, o które potykam się gdzieś po drodze. Kto wie na czym wyląduję.

„Magnolia” to dla mnie film o przeznaczeniu. Reżyser też jakoś specjalnie nie chce zatuszować tego faktu umieszczając na początku filmu zdumiewające, odróżnione stylistycznie  historie o przewrotności losu rodem z „Księgi Rekordów Darwina”. Potem, rozkładając historię na kilku bohaterów, których łączy łańcuch zdarzeń zaczyna snuć wręcz biblijną historię o przebaczeniu i odkupieniu. Jednych los się dokona, inni znajdą szczęście, jeszcze inni spokój.

„Magnolia” to jeden z najpiękniejszych i najmądrzejszych filmów, jakie widziałam w życiu. Pewnego czasu zdeklasowała ją „Synecdocha, Nowy York” – szalenie podobna i opowiadająca o dokładnie tych samych rzeczach (a konkretnie o życiu) tylko w nieco inny sposób. Jednak drugi raz do „Synecdoche…”  podejść się boję, a „Magnolie” mogłabym jeszcze i jeszcze.  Biorąc na siebie jej cały ciężar gatunkowy – bo rozczaruje się ten, który spodziewa się komedii obyczajowej. Akcenty humorystyczne, które wynikają częściej z  zamiłowania Andersona do stosowania różnych postmodernistycznych zabiegów są i urozmaicają jeszcze bardziej film. Trzy godziny mijają jak z bicza. Jednak „Magnolia”  jest raczej gorzka, niż słodka.

Film jest wirtuozersko odegrany przez Andersonowskich aktorów – szarych i pospolitych, kwitnących wyjątkowo w rolach przydzielanych przez reżysera. Nikt, kto widział „Magnolię” nie powie, że Tom Cruise to słaby aktor. W aktorach, których prowadzi Anderson jest jakaś wyjątkowość,  której nie potrafię ubrać w słowa.  W filmie oprócz ulubionych aktorów reżyser ponownie złoży ciężar fabuły na relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi. W pięciu smakach. Nie lubię tego słowa, ale ten film jest na wskroś uniwersalny.  I nie chce się wierzyć, że ma już 11 lat.

„Magnolię” biorę mocno do siebie. Zresztą co chwila mam dowody na to, że czasami musi być tak, a nie inaczej. Nie wiem tylko,  jaki znak pojawi się na drodze, mówiący że znalazłam się na końcu jednego z miliona algorytmów, które zaprogramowali dla mnie goście z Life IT.  Na deszcz żab raczej nie liczę, chociaż… Ropuch w moim otoczeniu aż nadto 🙂

Advertisements

Dodaj komentarz so far
Dodaj komentarz



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s



%d blogerów lubi to: