Greckichorzaczynaspiewac's Blog


Poruczników było dwóch…
Sierpień 20, 2010, 9:00 pm
Filed under: Uncategorized

Jeden w 1992 a drugi 18 lat później. Pierwszy był tworem Abla Ferrary, drugi Wernera Herzoga. Pierwszego złego odegrał Harvey Keitel, drugiego Nicolas Cage. Zaczęłam od tego drugiego, ale stwierdziłam, że nie będę w stanie o nim napisać, dopóki nie zobaczę „oryginału”. Wszak rozchodzi się o „remake”.

Znaku cudzysłowia użyłam tutaj nie bez kozery, bo zły porucznik złemu porucznikowi nie równy. Nie chcę tutaj uprawiać wpisu a la charakterystyka porównawcza, więc skwituje to wszystko jednym: taki  to remake, jak ze mnie sandacz. Tylko pokrótce – Ferrara zmajstrował historię mroczną do bólu, z jednoznacznie (wybaczcie określenie) skurwysyńskim bohaterem, który jest na bakier ze wszystkimi zasadami etycznymi. Film jest duszny, ciężki i nieprzyjemny.  A tymczasem u Wernera Herzoga…

Terence McDonagh skoczył kiedyś do wody nie tak jak trzeba i nabawił się poważnej kontuzji kręgosłupa. Pobieranie środków znieczulających weszło mu w krew. Okres rekonwalescencji przerodził się w dotkliwy nałóg. Ale, zmieniły się czasy, zmieniły się i narkotyki. Podczas gdy Keitel sztachał się na potęgę crackiem, nasz bohater zaczął od Vicodinu. Potem coraz mocniej i tak oto stał się pochłaniaczem kokainy oraz wszelkich innych potężnych znieczulaczy. A że praca policjanta sprzyja kontaktom z narkotykami, nasz bohater nadużywa swoich przywilejów do zdobywania ich w sposób poza-dilerski. A to podciągnie coś z materiału dowodowego, a to shaltuje parę przed klubem i zrobi im ultra dokładną rewizję pod tylko sobie znanym pretekstem 🙂 Nasz bohater kiedy nie pracuje odwiedza swoją dziewczynę, która również lubi niuchnąć oraz z lubością oddaje się zakładom bukmacherskim, w które jednak mu nie idzie. W tak zwanym fabularnym międzyczasie, kiedy miłość do odurzenia, tarapaty finansowe i pewien zatarg z klientem swojej dziewczyny zdają się być nie do przeskoczenia Terence nawiązuje znajomość z Exhibitem, który gra pokręconego gangstera, który wydaje się, iż może przynieść złemu porucznikowi odkupienie…

Luźna inspiracja to maksimum co można powiedzieć o stosunku „Złego Porucznika” do „Złego Porucznika”. Herzog podobno oryginału nie widział, a Ferrara na wieść o planach reekranizacji zatrząsł się w posadach. Teraz już wszyscy wiemy, że Abel może spać spokojnie. Powstała całkiem nowa jakość: zaskakująca, groteskowa i psychodeliczna. Porucznik Herzoga nie ma w sobie ani krztyny pompatyczności i serjozności, którą charakteryzował się jego „pierwowzór”. Tu też jest wszystko jest na haju, ale lżejszym i na maksa śmiechowym. Herzog ze swoimi aktorami próbował wszystkiego, jednych nawet zahipnotyzował, co robił na planie teraz? Nie wiem, ale cokolwiek to było – było warto i chcę tego spróbować 🙂

Całkiem inną sprawą jest fakt, że nasz porucznik wcale nie jest zły. A przynajmniej nie do szpiku kości. Podczas gdy Harvey Keitel  nie splamił się ani jednym godnym pochwały ujęciem, Nicolas Cage kiedy nie próbuje załatwić towaru, albo przeforsować wyniku meczu jest naprawdę wporzo kolesiem. Kocha swoją dziewczynę, co prawda na swój pokręcony sposób, ale kocha. Wymachuje gnatem, ale sprawy potrafi i chce załatwiać polubownie i z dystansem. Przynajmniej do pewnego momentu. Z drugiej strony jak ma być normalny? Mając TAKĄ rodzinę? 🙂

Nicolas Cage to sprawa na inny akapit. Bałam się, na prawdę się bałam kiedy przeczytałam, że akurat jego zaprzągł Werner.  Bo musicie wiedzieć, że jeżeli jakiegoś aktora nie lubiłam jak psa – był to Nicolas Cage. Człowiek jednego wyrazu twarzy. Chcesz spieprzyć film? Zatrudnij Cage’a. Nie dziwię się, że zbankrutował i musiał sprzedać swoją chatę. Dwa raptem filmy (niektórzy mówią, że trzy) podczas których nie chciało się wyjść z kina to: Dzikość serca i Naciągacze. Ten trzeci to podobno jego wczesny film, w którym jest wampirem.  Teraz dostał czwarty. I jest w nim naprawdę świetny.

Samemu filmowi nie mam nic do zarzucenia. Jest doskonałym pastiszem z (mądre słowo) postmodernistycznymi odjazdami i przepotężną dawką surrealistycznego a nawet psychodelicznego humoru. Te słowa mówią same za siebie. Czy jesteś w stanie się nim oprzeć, czytelniku?

Reklamy

3 Komentarze so far
Dodaj komentarz

o, i widzi, i nareszcie w określeniu do złego porucznika przeczytałam słowo pompatyczny.
dla mnie ten „oryginalny” jest przepełniony patosem tak dotkliwym, że nie śmiałabym nazwać go dobrym filmem wogle

Komentarz - autor: halber

krzyże, przebaczenie, odkupienie – jak inaczej? 🙂 ale harvey hipnotyzujący.

Komentarz - autor: greckichorzaczynaspiewac

Ja tam wole starego złego por. a z cage’ów zobacz jeszcze – Bringing Out the Dead no i Leaving Las Vegas.

Komentarz - autor: jk




Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s



%d blogerów lubi to: