Greckichorzaczynaspiewac's Blog


Po raz setny :)))
Czerwiec 24, 2010, 7:29 am
Filed under: Uncategorized

No to kochani, olałam pierwsze urodziny bloga, ale wczoraj oglądając mój panel administracyjny zauważyłam, że na blogu pojawiło się dotychczas 99 wpisów. Jakiś czas temu stuknęło mi 10000 odsłon więc stwierdziłam, że trzeba wygłosić drobny speech.

10 000 – nie jest to wynik zniewalający. Na swoim blogu kulinarnym (na który swoją drogą bardzo serdecznie zapraszam 🙂  ) taka liczba to kwestia dwóch miesięcy.  Ale, umówmy się, poruszamy się w wytrawnych rewirach dla prawdziwych smakoszy kina 🙂

Nie wiem ilu z was trafia tu intencjonalnie, ilu z przypadku, ale zawsze te kilkadziesiąt osób dziennie odwiedza mojego bloga. Oznacza to, że tyle właśnie osób wypuszcza się w internet w poszukiwaniu dobrego kina i tytułów, których nie można zdobyć na wyciągnięcie ręki.

Skrzydła rosną, kiedy dowiaduje się, że zwróciłam wam uwagę na jakiś film, czy też reżysera..  O to właśnie chodzi. Nieprzyzwoitością byłoby trzymanie tych wszystkich wspaniałych dzieł dla siebie. Tym bardziej mając świadomość, że nie mają one szans wejść w Polsce do regularnej dystrybucji.  O niektórych nie piszę, bo na przykład nie mam odwagi, bo jeszcze ich nie przemyślałam do końca, bo wszystko już o nich zostało napisane, bo coś tam jeszcze. Jednak możecie być pewni, że na blogu znajdują się wszystkie filmy, które mną w jakiś sposób wstrząsnęły. Będzie ich coraz więcej. Wszechświat filmowy jest jeszcze pełen nieodkrytych przeze mnie galaktyk. Nigdzie mi się nie spieszy, po malutku będę oglądać i raportować 🙂

Wiem, że przeważnie doświadczenie większości tych filmów wymaga złamania praw autorskich ale z drugiej strony czy mamy jakieś inne wyjście? Pamiętacie takiego typka,  co to go Janko Muzykant zwali? Wszyscy go chełpią, że chłopak chciał mimo wszystko i nawet dzieci w szkole o tym uczą 🙂 Bądźmy Jankami Muzykantami. Ale, żeby było sprawiedliwie, oddajmy swoje kiny i  filmom dvd dostępnym na rynku polskim i allegro. Jestem w stanie z ręką na sercu powiedzieć, że na każdy obejrzany na nielegalu film przypada jeden film na dvd do mojej przepastnej kolekcji 🙂

Nie będę już ględzić.  Jeszcze raz, fajnie że tu wpadacie, bardzo wam dziękuję. Zwłaszcza tym, co raz na jakiś czas coś skomentują. Fajnie by było, gdybyście robili to częściej. Choć z drugiej strony… I tak jest dobrze.

Miłego dnia życzę!



Dogtooth, reż. G. Lanthimos, 2009, Grecja
Czerwiec 20, 2010, 8:17 pm
Filed under: Uncategorized

Lubię te momenty, kiedy do filmu zasiadam dziewiczo – bez żadnych informacji, uprzedzeń, oczekiwań. Taki odbiór jest niewspółmierny do sytuacji, w której wiesz choć trochę z tego o czym film będzie. O tym filmie wiedziałam tyle, co było na minimalistycznym plakacie. Że wygrał dużo festiwali. Wiem czemu.

Film otwiera następująca scena: trójka młodych ludzi rozmawia ze sobą w łazience. Puszczają sobie taśmę, na której ktoś im tłumaczy pewne pojęcia, które jednak nijak mają się do stanu faktycznego. Scena kolejna: starszy mężczyzna wiezie kobietę samochodem. Ma ona zawiązane oczy. Nie wie dokąd jedzie, ale wie po co. Zaraz po przyjeździe na miejsce odbędzie beznamiętny stosunek z młodym chłopakiem. Z tym samym, które widzieliśmy w łazience w towarzystwie dwóch dziewczyn, a w zasadzie młodych kobiet.

Ta trójka z łazienki to rodzeństwo. Żyją odizolowani od świata zewnętrznego w luksusowej willi gdzieś na totalnym odludziu. Ich dom ogrodzony jest wysokim płotem i jedynymi osobami które znają, są ich matka, ojciec  i kobieta, która świadczy seksualne usługi chłopakowi. To, że żyją jak żyją jest wyborem ich rodziców. Postanowili oni stworzyć swoim dzieciom świat, którzy wymyślili od początku do końca. Zmienili w nim znaczenie wyrazów, a także nadali nowe znaczenia dla najzwyklejszych wydarzeń i okoliczności życia codziennego. System wychowania jest oparty na ostrej rywalizacji – rodzeństwo aby dostać jakiś gadżet, musi zwyciężać w jakiś kuriozalnych dyscyplinach.

Po co? Nie mam najmniejszego pojęcia. To chore i obrzydliwe. Ale, człowieczą naturę bardzo trudno jest oszukać. Wrodzony instynkt wolności prędzej czy później da znać o sobie. Tylko co będziemy z nim w stanie zrobić w momencie, w którym myślimy, że samolocik, który z przyczaja wrzuca matka do ogródka to ten, który widzieli na niebie?

Przyznaje szczerze, że to doskonały film. Stopień prowokacji i kreacji świata przedstawionego przywodzi mi na myśl von Triera i Anderssona.  Roya.  Do tego wiele innych tytułów kluczy, między innymi Zagadka Kaspara Hausera. Ale nie myślcie sobie, że ten film jest w jakikolwiek sposób wtórny. Nic z tych rzeczy. To jedno z najbardziej oryginalnych dzieł filmowych, które pojawiły się na ekranie w ostatnich latach. Zarówno pod względem treściowym, jak i wizualnym. Piękne, surowe, precyzyjnie i pomysłowo wykadrowane zdjęcia. Ten film ogląda się doprawdy z perwersyjną przyjemnością. W dodatku lubimy oglądać filmy o pękaniu systemu, ale czy kiedykolwiek mieliśmy do czynienia z tak kuriozalną sytuacją jak ta, która została pokazana w Kle? Nie sądzę.

Mam nadzieje, że dostanie się w Polsce do dystrybucji, będe wyczekiwała jego wydania na dvd. Mam ochotę zajrzeć jeszcze nie raz do tej rodzinki. Na kawkę. Hue hue.



3 x Breillat
Czerwiec 17, 2010, 8:58 pm
Filed under: Uncategorized

Czemu, ach czemu nikt o tej Pani w Polsce nie słyszał. To jest tak karygodne, że należałoby to zgłosić do trybunału w Strasburgu. Taki dorobek, takie ciekawe spojrzenie, a dostępne od wielkiego dzwonu przy okazji jakiegoś festiwalu. No, ale marudzić dłużej nie zamierzam. Dzisiaj trzy filmy, czwarty znajdziecie tutaj.

Brief Crossing, reż. C. Breillat, 2001, Francja

Na pokładzie promu kursującego między wybrzeżem francuskim i brytyjskim spotyka się dwójka ludzi. Nastoletni chłopak oraz dojrzała,  z jego perspektywy, kobieta. Przypadkowa rozmowa zaczyna przeradzać się  we flirt. Niedoświadczony chłopak ewidentnie chce poderwać kobietę, która podchodzi do całej sytuacji z dystansem właściwym osobie po przejściach. Ich coraz bardziej intymne i pełne napięcia rozmowy nieuchronnie zaprowadzą obydwoje do kajuty…

Co wyniknie z tego zderzenia młodzieńczej naiwności z doświadczeniem i uczuciowym cynizmem? Breillat to znak jakości – zapomnijcie o trywialności zakończenia. U niej zawsze znajdą się elementy, które zawsze potrafią wprawić w osłupienie.

Film jest prowadzony w sposób iście Rohmerowski – cała akcja opiera się głównie na dialogach, w które warto się wsłuchać. Między kolejnymi zdaniami kryje się cała, potężnie rozbudowana u reżyserki, filozofia życia uczuciowego. Nie znam w kinie nikogo innego, kto tak dokładnie przyjrzałby się kobiecej erosferze.  Kto w równie odważny sposób stawiałby tezy, łamał tabu i prowokował. I co najważniejsze, to nie jest kino feministyczne.  Jednak silnie kobiece.

Ten film, jest akurat jednym z najbardziej przystępnych filmów reżyserki, która słynie z dość bezkompromisowego obrazowania zagadnień (polecam intelektualny pornol –  Romance X z Rocco Siffredi, tym Rocco Siffredi).  Ale mimo wszystko prowokuje i manipuluje. Utrzymany w naturalistycznej konwencji, bez zbędnych upiększaczy opowiada historię myśliwego i jego ofiary. Kto jest kim przekonacie się, jak zobaczycie film. A jeśli mojej zachęty miało, wklejam opis filmu spod ręki samiućkiej Catherine Breillat. Z imdb.  Szkoda, że nie potrafię tak pięknie pisać 🙂

„Desire for a subject that functions like a brief fling with no future as such, yet embellished by that very fact. Because something fleeting and futureless is not necessarrily pathetic or trivial. A brief crossing, perhaps an initiatory trip. Filming a guy’s „first time”, filming him like a girl. Gut level skin deep… Nostalgia for vast ocean liners, for places „beyond the law” where you can venture outside of life, safe within an interlude. Describing a passion while respecting classical tragedy’s unity of time and place, setting the stage for the eternal play of Masculine/Feminine. A hot-blooded Latin temperatment versus an apparently cool English one. A ship – one night – Sudden intimacy between an Englishwoman whose complexion is frosted by bitterness and a teenager whose gaze glows like ardent coals. Written by Catherine Breillat

Un Vieille maitresse, reż. C. Breaillat, 2007, Włochy/Francja

Stara kochanka to historia mężczyzny, którego opowieść staje się pretekstem do przedstawienia pewnej kobiety o sile rażenia większej niż najmocniejszy narkotyk…

Przecudnej urody Ryno de Marginy ma lada chwila poślubić Hermangardę – młodą, śliczną arystokratkę z bogatego domu. Na przeszkodzie do zawarcia małżeństwa stoi kochanka Ryno – hiszpanka Vellini. Kobieta nie może dopuścić do siebie myśli, że za chwilę będzie musiała dzielić swojego ukochanego. Sam mężczyzna, mimo szlachetnych zamiarów także ma problemy z wyrwaniem się spod magnetyzującej siły swojej wieloletniej kochanki…

Ten film do historia płomiennej fascynacji, żywiołu który niszczy, ale nikt nie ma w sobie na tyle siły, ażeby go zdusić. Film jest ekranizacją powieści Jules’a Barbey d’Aurevilly i jest klasycznym przykładem kina kostiumowego z dylematami właściwymi dla tej epoki – namiętności vs konwenanse, mieć czy być, te sprawy.  Na pewno wzudzają zachwyt scenografie – to najlepiej wizualnie film reżyserki.

Na pewno haczykiem dla wielu osób, będzie obsadzenie w głównej roli Asii Argento. Jak kiedyś opowiadałam o tym filmie Marcelemu, to on się ewidentnie zajarał jej postacią. Ja jakoś nie podzielam tego entuzjazmu. Powiem więcej, uważam że w tym filmie zagrała wyjątkowo pretensjonalnie.  Chociaż ze swoją agresywną urodą doskonale wpisała się w rolę kobiety,  która fascynuje mimo, że na początku może odpychać.

To nie jest mój ulubiony film Breillat. Jego oglądanie trochę się dłuży, bez pewnych elementów mógłby się ten film obejść.  Zabrakło w nim tych elementów, które sprawiają, że filmy Breillat wznoszą się wysoko poza swoją konwencję. „Niebezpieczne związki” mogą spać spokojnie.

Na filmweb.pl film oceniłam na niezły, ale w sumie nie wiem czy nie zmienię oczko niżej. Chociaż może zostawię. Ten aktor… :))

Sex is comedy, reż. C. Breillat, 2002, Francja

Będzie szybko.

Film o robieniu filmu. Podglądamy realizację scen, które jakby wydają się nam znajome z filmu Fat Girl. Główną bohaterką jest reżyserka, której przyglądamy się w momentach, kiedy  musi nakręcić trudne i silnie emocjonalnie sceny erotyczne. Jest jeden problem – aktorzy odgrywające główne role nienawidzą się.  Co z nimi zrobić, aby na ekranie wypadli przekonująco? W dodatku relacja reżyserki z aktorem płci męskiej jest dość niejednoznaczna…

Jest to film ciekawy. Na tle innych filmów z gatunku wyróżnia się położeniem nacisku na pracy z aktorem. Okiełznaniu rzeczywistego „ja”, które jest odległe o lata świetlne od filmowej persony. Cały film popsuła mi jednak postać Pani Reżyser. Nie pamiętam, kiedy ostatnio doznałam tak dużej irytacji bohaterem.  To przez nią ocena tego filmu spadła na łeb na szyję. No cóż, przypadek klasyczny – prosto do mojej pracy magisterskiej :)))))



Nattevagten, reż. O. Bornedal, 1994, Dania
Czerwiec 1, 2010, 6:38 pm
Filed under: Uncategorized

Fajnie jest mieć bloga o filmach, bo dzięki temu poznaje się fajnych ludzi, którzy też lubią oglądać dobre filmy. Ten tytuł zawdzięczam Marcelemu Szpakowi. Aż strach pomyśleć, że gdyby nie on nigdy tego filmy bym nie zobaczyła. Nattevagten to film z gatunku: seryjny morderca morduje kobiety. Pula filmów z tego gatunku jest dość szeroka, ale wybitnych reprezentantów można policzyć na palcach jednej ręki, a europejskich produkcji to już w ogóle ze świecą szukać. Film zresztą doczekał się amerykańskiego remake’u, ale miałam to szczęście, że zaczęłam od oryginału.

Martin, jak to na studiach bywa, chce dorobić trochę grosza. Aby polepszyć swój budżet podejmuje pracę w prosektorium. „Co to za pomysł?!|” – dziwią się jego znajomi. „Spokojnie, moja praca polega na tym, żeby siedzieć w jednym miejscu przez całą noc”.  Trochę polega i trochę nie polega. Każdego wieczoru Martin musi przejść przez wszystkie pomieszczenia, aby zobaczyć czy wszystko jest ok. Wśród nich znajduje się pokój z członkami w formalinie oraz kostnica. Rozpoczęcie jego pracy zbiega się akurat z serią brutalnych morderstw na kobietach. Morderca gwałci je, następnie morduje, a jako pamiątkę nieco je skalpuje. Ciała ofiar trafiają do kostnicy, w której pracuje Martin. A praca ta, która miała być lajcikiem okazuje się, że ma mocny wpływ na psychę naszego bohatera. Chodząc zimnymi korytarzami i co noc obcując z denatami jego umysł zaczyna płatać mu figle. A może to wcale nie są wytwory jego wyobraźni…

W sumie warstwa fabularna jest nieco bogatsza, ale nie napiszę wszystkiego, żeby nie psuć wam frajdy. Sami sobie rozkminiajcie kto jest mordercą i o co w tym wszystkim chodzi. Film jest oszczędny i skupia się wyłącznie na opowiedzeniu trzymającej w napięciu historii. Ma dobrą, choć nieco staromodną podtrzymującą klimat muzykę.  Postacie też są niejednoznaczne. No i samo miejsce akcji: kostnica, kafelki na ścianach i zimne światło. Wbija na 1,5 godziny w fotel, są zwroty akcji, a klimatem ten film mógłby obdzielić 5 innych.

Jeżeli jeszcze o nim nie słyszeliście, to oznajmiam wam donośnie o istnieniu tego filmu. Szkoda by było go przegapić, a umówmy się – wszyscy lubimy filmy o seryjnych mordercach. Nawet jeśli się ich boimy.