Greckichorzaczynaspiewac's Blog


A single man, reż. T. Ford, 2010, USA
Maj 14, 2010, 7:13 am
Filed under: Uncategorized

Przystępując do oglądania tego filmu nie wiedziałam o nim niczego, prócz jednej rzeczy. Gra w nim Colin Firth. Wystarczy. W tle rozmydlona Julianne Moore. Jeszcze lepiej.

George stracił swojego chłopaka. Przez chwilę próbuje oswoić się z tą sytuacją, jednak po pewnym czasie podejmuje decyzje, że nadszedł czas dokonać żywota. Nie ma co żyć w świecie pozbawionym życzliwości i bliskości drugiego człowieka. Mimo że ma wszystko, czego potrzeba do komfortowego życia – designerski dom, dużo oszczędności na koncie, ugruntowaną posadę nauczyciela akademickiego i uznanie uczniów. Rozpoczyna się ostatni dzień jego życia – spokojny i przemyślany. Oddając się codziennym czynnościom nasz bohater na swojej drodze spotka wiele osób. Czy będą one w stanie zmienić decyzję o niechybnej śmierci?

O tym, kim jest Tom Ford dowiedziałam się post filmum. I byłam bardzo pozytywnie zaskoczona – w sumie nie kojarzę nikogo ze świata mody, kto by w ogóle popełnił dzieło filmowe, a jeszcze w takim stylu…  Ten film jest tak idealnie skrojony jak ta biała koszula, która doskonale wręcz opina ciało głównego bohatera. Nie ma tu krztyny przesady, gejowskiego kiczu, czy też przedumanych prawd o życiu, śmierci i miłości. Ten film jest zwiewny i paradoksalnie przyjemny, mimo całego ciężaru gatunkowego który ze sobą niesie. I bardzo, ale to bardzo uniwersalny. Takiej klasy i elegancji na ekranie nie było dawno. Szacunek dla reżysera, że nie bał się w te najbardziej tragiczne momenty wpleść nitki humoru.

Środowiska gejowskie doczekały się filmu, w którym bohater gej nie jest pędzony chucią, a związek dwójki mężczyzn został pokazany jako pełnowarościowe uczucie – pełne miłości i przywiązania, które nigdy się nie kończy. Inną poruszoną palącą kwestią jest brak możliwości legalizacji – dwójka najbliższych sobie ludzi nie może się formalnie niczego dowiedzieć o sobie, bo nie jest rodziną. A w zasadzie nie może być…

Kwestia aktorstwa – to tylko formalność. Colin dał z siebie sto procent. Chociaż typ bohatera, którego zagrał wydaje się nie sprawiać mu większych trudności – w sumie rolę powściągliwych, rozważnych i romantycznych mężczyzn stały się jego specjalnością. W tym filmie dodatkowo jest tak przepiękny i świeży, że nie można wprost oderwać od niego oczu. Moore jest zachwycająca jak zawsze – to istna perła, szlachetniejsza z każdą rolą. Chociaż grą nie ustępują jej aktorzy, którzy odtwarzają w tym filmie postacie, które z punktu widzenia naszego bohatera będą dla niego ważniejsze niż jego przyjaciółka Charlotte.

Przepiękne są też zdjęcia, których nasycenie kolorystyczne żyje w filmie odrębnym życiem. Mające wręcz kontemplacyjny charakter. Przeważnie chłodne, butelkowe ocieplają się w tych chwilach, kiedy nasz bohater wchodzi w interakcje z napotkanymi osobami. Bardzo trafny zabieg formalny.  Świetna jest też scenografia – dom naszego bohatera i jego otoczenie jest jakby żywcem wyjęte z albumów Phaidon. To jakby idealny świat, w którym można by było zatracać się bez reszty. Los jednak pisze nam swój scenariusz i czasami nie warto z nim igrać.

Samotny mężczyzna jest pięknym, mądrym i poruszającym filmem wielokrotnego użytku.  5+.



Rzym, 2005-2007, Wlk. Brytania/USA
Maj 13, 2010, 6:46 pm
Filed under: Uncategorized

Ten serial w sumie już zdążył przejść do kanonu, jednak napiszę o nim, gdyby ktoś się nie zetknął lub miał co do niego obawy.

Rzym to serial na wskroś historyczny. Opowiada dzieje Republiki Rzymskiej za czasów panowania Juliusza Cezara, a w kolejnym sezonie Oktawiana Augusta. Nie myślcie sobie jednak, że czekają was nudy na pudy.  Rzym to serial o zamierzchłych czasach, ale nakręcony w zupełnie nowoczesny sposób. Historia historią – wiadomo, że ta w przypadku Rzymu była burzliwa jak cholera, ale tutaj została ona doskonale zbalansowana z obyczajowością, przez co serial zyskał całkiem nową jakość.

Dzieje Republiki oglądamy z perspektywy dwóch centurionów Luciusa Vorenusa i Tytusa Pullo – dzielnych żołnierzy XIII pułku. Ci prości, ale waleczni mężczyźni zostają wciągnięci w wir historii wskutek przeróżnych zbiegów okoliczności. Obok perypetii wagi państwowej serial  doskonale pokaże nam życie prostych obywateli oraz ich wpływ na losy państwa rzymskiego.  Ale, przypatrzymy się także warstwie patrycjuszy. Jakże zepsuci byli to ludzie – pełni pychy, żądni władzy i bez żadnych skrupułów.

Rzym to swego czasu jeden z najdroższych seriali w historii.  Scenografia, kostiumy – wszystko zostało zrobione z rozmachem i precyzją. Nie tylko w warstwie wizualnej. Wiadomo, że na potrzeby scenariusza pewne rzeczy zostały przemilczane, pewne dodane, ale i tak mimo wszystko udało się skonstruować dość wierny i spójny obraz miasta z tego okresu. Mówiąc o walorach wizualnych, w wypadku tego serialu tym razem to Panie będą miały większą przyjemność z patrzenia w ekran. To były ewidentnie męskie czasy, więc na ekranie aż roić się będzie od posągowych męskich sylwetek bardzo przyjemnych dla oka 🙂 Pięknych Pań jednak nie zabraknie, choć będą w zdecydowanej mniejszości 🙂

Świetnie zostały narysowane sylwetki bohaterów. Wszyscy są wyjątkowi, a gra aktorów tylko ubarwia ich rys psychologiczny – warto powiedzieć, że w Rzymie aż roi się od pierwszorzędnych brytyjskich aktorów teatralnych.  Tak sobie myślę, że ten serial nie ma słabych punktów. Może oprócz jednego. Powstały tylko dwa sezony. Nie wiedzieć czemu, oglądalność drugiej serii (a wcale nie był gorszy) drastycznie spadła, co przy kolosalnych kosztach produkcji zadecydowało o zaniechaniu produkcji…



Bright Star, reż. Jane Campion, 2010, Australia/Francja/Wlk. Brytania
Maj 9, 2010, 2:29 pm
Filed under: Uncategorized

Dawno dawno temu, w czasach kiedy spotkania młodych mających się ku sobie musiały odbywać się w obecności przyzwoitki Fanny poznała Johna.  John był cherlawym poetą, bez grosza przy duszy za to z manierami i wrażliwością przepastną jak na artystę przystało. Dziewczyna zaś także nie należała do typowych przedstawicielek swojego pokolenia – jej pasją była moda, wyrywała się także do dyskusji na tematy, które zazwyczaj były zarezerwowane dla mężczyzn. Kiedy ta dwójka z sąsiedztwa poznała się – zaiskrzyło. Ale pamiętajmy że znajdujemy się w czasach, kiedy to najwyższym uniesieniem miłosnym mógł być skradziony pocałunek, a zamążpójście warunkował bardziej majątek niż prawdziwe uczucia.

Jaśniejsza od gwiazd to historia płomiennego, acz subtelnego uczucia, które od samego początku miało pod górkę.  Z zachwycającymi zdjęciami – moim zdaniem największym atutem tego filmu. Bo choć to ładna historia, to dla mnie jednak zbyt czysta. Za dużo czytania wierszy i patrzenia w oczy. Bez wątpienia to dla strony wizualnej zdecydowałam się pozostać z tym filmem: przepiękne świetliste pastelowe ogrody, najpiękniejsze motyle w życiu i te kompozycje kadrów – cuda!

Niestety nie będzie to historia z happy endem. Choć ja jakiś znalazłam – bohaterka w końcu pozbyła się tego koszmarnego koczka.