Greckichorzaczynaspiewac's Blog


Punch-Drunk Love, reż. P. T. Anderson, 2002, USA

Gdyby ktoś kiedyś zmusił mnie do wymienienia swojej piątki ulubionych czy to filmów, czy to reżyserów, bez wątpienia ten tytuł lub jego twórca znaleźliby się wśród niej. Paul Thomas to mój ulubiony z filmowych  Andersonów. Robi solidne, perfekcyjne wręcz kino obyczajowe, jednak z lekką nutką…No właśnie czego? Psychodelia to złe słowo, magia też. Dla mnie to tak, jakby do substancji filmowej ktoś dolał kropelkę czystego LSD – niby wszystko jest tak jak powinno, ale trochę jakby poprzestawiane.

Paul Thomas to mistrz detalu. Swoimi sekundowymi zawieszeniami czy to na płaszczyźnie scenografii czy gry aktorskiej potrafi osiągnąć maksimum efektu o wszelakim zabarwieniu. Jego spojrzenie jest wielce komiczne, ale jednocześnie czułe. Bohaterowie to ludzie, którzy są tylko ludźmi i nic co ludzkie… Inna sprawa, że aktorzy których dobiera na zawsze, przynajmniej dla mnie, stapiają się ze swoją rolą i tak: Tom Cruise na zawsze pozostanie dla mnie specem od uwodzenia, na hasło Juliane Moore widzę ją wciągającą koks z Wrotkarą, a Marky Mark Whalberg to posiadacz największego penisa w całym szołbiznesie. Dzięki Lewemu Sercowemu zupełnie nowego znaczenia nabrała dla mnie osoba Adama Sandlera, której chyba nikomu nie muszę przedstawiać…

Adama Sandlera nazwijmy Barrym. Bary jest chorobliwie nieśmiałym mężczyzną o lekkim rozstrojeniu nerwowym. W sumie to nie ma się co mu dziwić – jest samotny, jego siostry (a ma ich aż 7) ciągle nękają go nachalnymi telefonami o lekko agresywnym zabarwieniu. Pracuje też nie wiadomo gdzie – w hali na dalekich przedmieściach sprzedaje szklane rurki, które nie wiadomo do czego służą. Pewnego dnia, a w zasadzie poranka przed robotą dochodzi do kraksy samochodwej. W wyniku wypadku na ulicy Barry znajduje małe pianinko. Pojawienie się tego instrumentu uruchamia łańcuch wydarzeń, które doprowadzą go do prawdziwej miłości…

Powiedzmy, że tak to jest w tym filmie i powiedzmy, że jest to komedia romantyczna, która wymyka się jednak wszelkim konwencjom narzuconym na ten gatunek. Ten film ma jeden z najwyższych wskaźników THC spośród wszystkich, które widziałam. Sama historia to pikuś – choć wierzcie mi, fabuła tego filmu jest zaskakująca jak hasła pod zawleczkami napojów Tymbark.  Ścieżka dźwiękowa to nieprawdopodobny wytwór, który z pojęciem „linia melodyczna” ma niewiele wspólnego. Ale i tak największym hitem jest obsadzenie w dwóch głównych rolach Adama Sandlera i – uwaga, trzymajcie się mocno- Emily Watson. Tak, tej Emily Watson.  Przedziwny koktail – błazen vs Shakespeare. Wyborny. I gdzieś tam Philipp Seymour Hoffman,  i ci inni zaprzyjaźnieni Andersonowi.  Do tego poprzedłużane ujęcia, świetnie skomponowane kadry potęgujące niejednoznaczne odczucia i kolorowe przerywniki – ciekawe po co – ja sie domyślam hehehe 🙂

Lubię oglądać ten film co jakiś czas. Niesie ukojenie, rozbawienie i wiele pytań o treści: wtf?! :))  I w zasadzie to dziś zastanawiam się czy wiedzie w tym filmie surrealizm (jest dziwnie, bo jest dziwnie), czy też może postmodernizm (jest dziwnie, ale to na pewno coś znaczy)    🙂

Sześć, daj coś zjeść.

Advertisements

Dodaj komentarz so far
Dodaj komentarz



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s



%d blogerów lubi to: