Greckichorzaczynaspiewac's Blog


12 lotus, reż. R.Tan, 2008, Singapur
Grudzień 29, 2009, 4:58 pm
Filed under: Uncategorized | Tagi: , ,

No niestety. Nieznajomość pewnych wyrazów w napisach trochę zbiła poziom zrozumienia tego filmu. Generalnie film o przyjaźni, miłości w świecie getai. Niby radośnie przegięta komedia z naturszczykami, jednak na backstage’u ciężki dramat. Wiem, że było coś o aids, ale tego w zasadzie dowiedziałam się z pofilmowych odczytów. Taki Royston mniej mi smaczy

Reklamy


Synecdoche, New York; reż. Ch. Kaufman, 2008, USA
Grudzień 29, 2009, 4:47 pm
Filed under: Uncategorized

Opus magnum. Dzieło tak monumentalne, że nie wiadomo od czego zacząć. Pars pro toto, a może toto pro pars. Głemboce humanistyczne przeżycie. Formalna jazda bez trzymanki. Rozmach zapierający dech w piersiach. Dawno nie widziałam filmu przepełnionego tak wielką nostalgią nad ludzkim życiem. Nie napiszę nic więcej, jeno zaapeluje: zobaczcie ten film!! Raz to za mało. 6 to też za mało.



99 franków, reż. J. Kounen, 2007, Francja
Grudzień 29, 2009, 4:09 pm
Filed under: Uncategorized

Bełkotliwa, stereotypowa prawda oczywista o świecie reklamy, pokazana w nadużywany przez francuską kinematografię od czasów Amelii sposób. Obejrzałam jednak do końca i to nawet z przyjemnością zwiększającą się dość znacznie gdy na ekranie pokazywała się Vahina Giocante. Znać postmodernistyczny smrodek, można się czasem zaśmiać, plastyczność na dobrym poziomie, powiedzmy że jak dam 4 to nikt się nie pogniewa.

A tak luźnie jeszcze dygresją się podzielę, coby przestrzeń do końca zdjęcia dopełnić: Vahina to niekoniecznie musi oznaczać to, co każdemu sie nasuwa na myśl,nie? Gdyby w polskim słowie podmienić literkę, to powstałe wyrazy, np. cirka, cidka, etc. nie wzbudzają żadnych skojarzeń…



Julien Donkey Boy, reż. H. Korine, 1999, USA
Grudzień 20, 2009, 11:35 am
Filed under: Uncategorized

Lubię Dogmę. Albo inaczej – lubię historie które serwuje Dogma. Oprawa wizualna mnie nie mierzi. Niech se tam robią co chcą w imię zasad. Ale sorry – oglądanie przez godzinę czterdzieści interferującego ziarna wielkości jak to ktoś napisał kurzych jaj przerosło moje możliwości. Wobec tego zrobiłam sobie z tego filmu słuchowisko, czasami w niejednoznacznych dźwiękowo zerkając na ekran. Co za tym idzie nie skopał mnie on jakoś szczególnie, a mógł.

Julien jest chory na schizofrenię. Mieszka w domu razem z bratem aspirującym do miana wrestlera i ćwiczącym chwyty na kuble do kosza, z siostrą będącą w ciąży oraz ojcem Wernerem Herzogiem, który lubi siedzieć w masce i zdarza się mu wypić syropek z własnego kapcia. Do tego terroryzuje rodzinę swoim niemieckim akcentem i filozoficznymi rozkminkami. Taka oto to rodzinka.

Formalnie to znowu skrawki. Pozlepiane zdjęcia, fragmenty, nagrania, plus zrealizowane sceny. Świetny ten aktor, co to w „Trainspottingu” starał się o pracę na ostrym speedzie. Nie do poznania no i dobrze mu wychodzą takie wykolejone rolę (przypominam go sobie jeszcze zidiociałego ravera z filmu „Acid House). Chloe jak to Chloe. A Werner jest dla mnie za charakterystyczny, Ciężka sprawa generalnie. Pozostawię ją bez oceny.



Zapaśnik, reż. D. Aronofsky, 2008, USA/Francja
Grudzień 16, 2009, 8:55 pm
Filed under: Uncategorized

Na temat tego filmu już wszystko zostało powiedziane i napisane, więc nie będę się jakoś szczególnie rozpisywać. Myślę, że odebrałam ten film jak standardowy widz – i się trochę pośmiałam i się trochę popłakałam. Postać Randiego bardzo przypadła mi do gustu, poczciwy zeń chłopina, uważam. Tylko, że to mi jakoś na Aronofskyego nie pasowało. Zapaśnik to taka produkcja z Sundance, ale… Małgosia powiedziała, że Lynch zrobił „Prostą historię” tylko po to, aby udowodnić, że umie robić inne filmy. Więc może analogicznie jest w tym przypadku. Niemniej czekam na jakieś mroki w wykonaniu Darena, że się tak poufale wyrażę.

Pierwszy oskarowy w tym roku zaliczony. Na 5.



Incident at Loch Ness, reż. Z. Penn, 2004, USA/Wlk. Brytania
Grudzień 10, 2009, 10:40 pm
Filed under: Uncategorized

Przeczytałam o tym filmie w Przekroju jakieś 2 lata temu. Gość pisał, że strasznie fajny, że paradokument plus z Wernerem Herzogiem w roli głównej, że fajnie popatrzeć na niego jak nabija się z sam siebie. Rekomendacja pierwszorzędna. Od tamtego czasu obejrzałam go chyba ze 4 razy i na pewno na tym nie koniec. Generalnie w kategorii komedia miejsce drugie po „Jajach w tropikach”.

Ekipa kręci film o Wernerze Herzogu. Akurat zbiega się to rozpoczęciem zdjęć do jego najnowszego filmu dokumentalnego ” Enigma of Loch Ness”. Ta produkcja będzie wyjątkowa o tyle, iż producentem filmu jest nie sam Herzog, a Zack Penn – wielkobudżetowy wyjadacz, scenarzysta, reżyser i wszystko w jednym. Do tego Werner będzie pracował z hollywoodzkimi asami w dziedzinie dźwięku i obrazu. Jak będzie wyglądała współpraca zorientowanego na zyski producenta i szukającego prawdy Herzoga? Zapewniam, będzie ciekawie.

Bo to jest taki film, że można go potem rozszarpywać na drobne kawałeczki. Bardzo wartościowa komedia. Przede wszystkim – wiadomo – Herzog – legendarna postać, która wsławiła się, że zacytuje jego samego „kręceniem takich raczej przygodowych filmów” o ludziach w ekstremalnych sytuacjach. Kojarzyć się może z bezkompromisowym twórcą, zdolnym do wszystkiego do osiągnięcia założonego celu (kto nie zna historii jego przyjaźni z Klausem Kinskim – odsyłam do biografii tegoż „Ja chcę miłości” lub dokumentu pierwszego „Mein liebster Feind”). Prowadzący narrację na zasadzie zadawania pytań, Werner chce się zmierzyć z mitem jeziornej bestii, ale przede wszystkim mierzy się z mitem samego siebie. I to w jak kunsztownie zabawny sposób. Znajomość pewnych faktów oczywiście przydaje się do odczytania tych wszystkich aluzji, jednak nie jest niezbędna.

To także film, który zderza świat wielkoformatowej produkcji hollywoodzkiej (nie wiem czemu, ale zawsze pisze Hollywood przez dwa l, potem wydaje mi się że źle napisałam i kasuje jedno, a potem dostawiam drugie bo przecież walnęłam błęda) z kameralnym kinem europejskim. Jak bardzo można się posunąć i o pokazanie czego tak naprawdę chodzi? No i jak wół widać w tym filmie jak wiele tracimy przechodząc z formatów analogowych na cyfrowe.

„Incident at Loch Ness” to niezapomniany pastisz, do którego będziecie powracać. Bo jak skumacie intrygę, to zaczniecie się uważniej przyglądać wszystkiemu i intensywniej analizować rzucane z ekranu wypowiedzi. Bo to tak jak z „Jajami w tropikach” – można go potraktować jako głupawą komedię, ale można też odczytać ją jako majstersztyk z gatunku parodii i nie tylko. Tak inteligentnych komedii chciałoby się więcej.

6.