Greckichorzaczynaspiewac's Blog


Kurt & Courtney, reż. N. Brooomfield, 1998, Wlk. Brytania
Lipiec 25, 2009, 10:00 am
Filed under: Uncategorized

Zawsze jak odejdzie ktoś sławny, a jeszcze w sile wieku, lud nie mogąc sie pogodzic z utratą ikony zaczyna dorabiać teorie spiskowe.  Elvis żyje, Jacko został zamordowany, a samobójstwo Kurta Cobaina to na pewnokurt nie było samobójstwo…

Nick Broomfield, w 4 lata po jego śmierci, ma nakręcić dokument o Kurcie Cobainie.W tym celu brytyjczyk udaje się do stanu Waszyngton, aby zebrać materiały o przedwcześnie zmarłym idolu.  W trakcie prowadzenia dokumentacji napotyka na osoby, które twierdzą, iż samobójstwo Kurta to tak naprawdę skrzętnie ukartowana intryga, celem której Courtney Love miała zdobyć pełnie władzy nad majątkiem męża…

Muszę powiedzieć, że to bardzo dobry dokument. Film, który początkowo miał być rzetelną biografią Cobaina zamienia się w dochodzenie na temat prawdziwości tezy: co by było, gdyby to jednak nie było samobójstwo. Jednocześnie obserwujemy, jak produkcja, która początkowo miała być wspierana przez Mtv na skutek nacisku pewnych osób zostaje pozbawiona środków i jest skazana na niepowodzenie – czyżby ktoś węszył za bardzo?

Jednak rzeczą, która najbardziej podobała mi się w tym filmie jest to, iż ten dokument to galeria niesamowitych postaci.  Będzie niesamowicie pozytywna ciotka Kurta,  dziewczyna, która utrzymuje że ćpała z Kurtem, ale nie ma dowodów na to, że tak było; jest śledczy, który próbuje udowodnić tezę o zabójstwie Kurta; jest El Duce -który niby miał dostać od Courtney 50,000 dolców za sprzątnięcie Kurta; są dziwni paparazzi; jest przećpana była opiekunka córeczki Kurta. No i jest w końcu ona – królowa śniegu, dumna, władcza Courtney,  której obraz z minuty na minute filmu kształtuje się w chciwą harpię, która nie przebierając w środkach zrobi wszystko, aby mieć władzę i pieniądze.

W tym całym bałaganie jest jeszcze Kurt – poczciwy człowiek, którego przerósł własny sukces. Chwytają za serce archiwalne materiały, w których mówi o byciu ojcem i  tym, że najszczęśliwszy był wtedy, kiedy wyszperał w ciuchlandzie coś fajnego…

Kawał dobrego dokumentu, w którym nie ma ani jednej piosenki Nirvany (Courtney nie pozwolila),  ale i tak możemy zanurzyć się w depresyjnym i sennym Seattle pełną gembą.

Daję 5.

Reklamy

Dodaj komentarz so far
Dodaj komentarz



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s



%d blogerów lubi to: