Filed under: Uncategorized
Bardzo mi się podobało. Dużo bardziej niż szwedzka ekranizacja, która pobiegła a skróty, za dużo wycięła i nawet jeżeli nadrabiała nieco mniej hollywoodzkim klimatem, to jednak przegrała. Fajnie skompresowali tę historię, a wycinki i zmiany oryginały obyły się bez strat dla fabuły. Świetna Salander, bardzo sexy. Co do Daniela Craiga, no jak zwykle się nie popisał, ale to i tak nie o niego chodziło w tym filmie, a moim zdaniem leżał dużo bardziej niż tej odstręczający typ z pierwszej ekranizacji. Film dla mnie trochę niespójny stylistycznie. Kompletnie nie rozumiem efektownej czołowki, która zapowiada, sama nie wiem co. Emo – cyber – thriller? A potem to taki miszung – trochę tak, trochę tak. Finczer dobrze odrobił pracę domową, ale byłoby super, gdyby zrobił coś mrocznego bazując na scenariuszu oryginalnym. Bo wtedy dopiero może rozwinąć skrzydła. Mam nadzieję, że nie będzie części drugiej. A jeżeli już, to dostanie ją do zrobienia ktoś inny.
http://www.youtube.com/watch?v=DmeAy2lRiV4
Filed under: Uncategorized
We need to talk about Kevin, reż. L. Ramsey, 2011, UK
Tak, podobał mi się bardzo choć jest ciężki i nieprzyjemny w odbiorze. Konstrukcja filmu jest szalenie męcząca, retrospekcje przemieszane z obrazem życia osoby, która je przegrała tworzą parcie na poznanie „co się do cholery wydarzyło” porównywalnego do tego na pęcherz przy ostrym zapaleniu cewki moczowej. Tilda wspaniała jak zwykle, niezwykle łatwo przychodzą jej radykalne przeobrażenia w trakcie. Rozrywką bym tego nie nazwała, ale fajnie się toto ogląda. Taka fajniej nakręcona i bardziej spsychologizowana wersja „Synalka”.
The Another Earth, reż. M. Cahill, 2011, USA
Skromny, poruszający, klimatyczny film o winie i odkupieniu ze szczyptą filozofii wszechświata. Podobał mi się, a zwłaszcza to że główna bohaterka, atrakcyjna nie tylko intelektualnie blondynka przez większość filmu chodzi w czarnym chomoncie z kapturem na głowie, w którym wyjątkowo jej do twarzy. Trochę mnie zaniepokoił, bo mnie generalnie niepokoi myślenie o wszechświecie.
Tuesday After Christmas, reż. R. Muntean, 2011, Rumunia
No nie wiem. Chyba się starzeje, bo przestały mnie kręcić filmy w których nie dzieję się absolutnie nic. Nie poczułam go, nie wychwyciłam napięcia wynikającego z relacji pomiędzy bohaterami. Mam poczucie straty czasu. Ale może się nie znam, bo filmweb.pl umieścił film w pierwszej piątce najlepszych z 2011 roku.
Filed under: Uncategorized
Jeżeli by wierzyć własnym odczuciom – jest to całkiem udana groteska tematu dojrzewania i odkrywania kobiecości. Film jest dość przerysowany i momentami kiczowaty, alegorie zbyt dosłowne, a bohaterowie dość przewidywalni. Bardziej w nim do śmiechu niż do strachu. Wypowiedzi krytyczne odnajdują w obrazie udany kupaż kina feministycznego spod znaku Tartantino i gore. To prawda. Ogląda się „Teeth” z ciekawością i płynnie. A cała fabuła istotnie budzi salwy śmiechu i swoją naiwnością skłania do głośnych komentarzy. Nie wiem jakim cudem, ale „Zęby” dorobiły się zwycięstwa w Sundance. Aż chyba sprawdzę rocznik. Kuriozum, ale fajne.
Filed under: Uncategorized
„Między słowami” tyle tylko że są w tym samym wieku, stanu wolnego i pięknie potrafią rozmawiać. Wiedeń. Historia, o przeżyciu której marzy każdy z nas. Cudo!
Filed under: Uncategorized
Istotnie poetycki, ale bez krztyny grafomaństwa. Rozdzierający manifest ludzkiej skromności, empatii i pokory wobec ciężkiego losu.
Filed under: Uncategorized
Lars jest sprytny. Pomyślcie sobie, gdyby po całym „skandalu” w Cannes zgarnął Złotą Palmę jak wielce podniosłoby to rangę „Melancholii”. Palmy jednak nie zdobył, zawsze można więc zwalić na aferę. Dla jednego z najbardziej egotycznych reżyserów strategia jak znalazł, chociaż oczywiście tylko sam Lars wie o co mu chodziło. Jakby nie było Persona Non Grata 2011 trafiła nawet na łamy pudelka, a o „Melancholii” usłyszał nawet Kowalski spod spożywczaka.
Lars lubi się wygłupiać, ale firmy robi na serio. Byłam dzisiaj na „Magnolii”. Więc chwilę o wrażeniach, bo fabuły nie ma co streszczać, jeżeli istnieje domniemanie, że jednak większość o filmie słyszała.
Lars zrobił film, który jakby wymyka się wszelkim zaszeregowaniom gatunkowym. To jakby the best of z dotychczasowej jego twórczości, środków formalnych, ulubionych motywów, obsesji i dziedzictwa Dogmy. Gatunkowo ciężko to zaszeregować, bo Lars żongluje konwencjami zręcznie i z wyczuciem. Film jest szalenie bogaty psychologicznie, zawiły i niejednoznaczny. Cały Lars.
Doskonałe role, wyraziste postacie, wykwintne zdjęcia (niemal wszystkie przy naturalnym świetle – uczta!) i naprawdę świetne efekty specjalne. Jest trochę pewnej dosłowności, nie mogłoby jej chyba zabraknąć. Na szczęście tym razem zwierzęta nie mówiły. Biorąc pod uwagę poprzedni dorobek von Triera „Melancholia” plasuje się niezwykle wysoko. To jakby najbardziej film „dla ludzi” mimo, iż zapewne bardzo osobity. Niech sobie Lars gada co chce i niech nie przeprasza. Tylko robi następne filmy, na które poprawny umysł na pewno by nie wpadł.
Filed under: Uncategorized
Szukałam ostatnio na youtube etiudki Gaspara Noe ze zbiorku Destricted. I natknęłam się na to. I kompletnie zwaliło mnie z nóg.
Filed under: Uncategorized
Wierzycie w bajki? W takie, że niespodziewanie spotykacie drugą osobę, która nagle wywraca Wasz świat do góry nogami. Niewygodne nagle staje się słowo „dziewczyna” czy „żona”. Najlepiej, jeżeli stanie się to w nieco dziwnych okolicznościach. Wtedy słowo „przeznaczenie” nabiera jeszcze większych rumieńców. Kto wie, może właśnie na naszej drodze pojawiła się miłość
naszego życia. Ale co zrobić z tym dotychczasowym? A może nie ma się co przejmować bo to tylko ułuda, którą zaszczepiły nam filmy i książki? Bajka, którą opowiadamy sobie, by przez chwilę mieć ciekawsze życie.
Starszy mężyczyzna – George – odnajduje pewnego dnia na parkingu przy drzwiach swojego samochodu porzucony portfel. Ten portfel parę chwil temu został skradziony pewnej kobiecie – dentystce o płomiennych włosach, która po godzinach lata awionetkami. Mężczyzna zaintrygowany licencją pilota znajdującą się w znalezisku postanawia zwrócić go właścicielce. Nie czyni jednak tego osobiście – portfel zanosi na posterunek a sam postanawia nawiązać z kobietą kontakt telefoniczny. Z dnia na dzień, mężczyzna popada w coraz większą obsesję na jej punkcie.
Czy dalej jest jak w bajce? I tak i nie. Reżyser pięknie buduje nam historię nagłego wstrząsu, który przypomina zabawę w kotka i myszkę. Jest szalenie klimatycznie – ten film to hołd złożony filmowym historiom, w których kibicujemy bohaterom na stojąco i szlochamy ze szczęścia z paczką czekoladek na kolanach. Wszystko w imię miłości, odnalezienia tej drugiej, prawdziwej swojej połówki. Postępowanie bohaterów fimu jest przepełnione poetyckością i pewną dramaturgią właściwą tylko filmom. A jednocześnie dojrzałością, która momentami przeszkadza nam widzom – inaczej byśmy chcieli widzieć tę historię. Ale pomalutku. Jest dowcipnie – w subtelny i sprytny sposób. Reżyser bawi się bohaterami i formą fabuły, a my bawimy się razem z nim. Finał historii zmierza w dość nieoczywistym kierunku. A tak naprawdę to od nas zależy, gdzie zakończymy ten film (przypomniała mi się „Kochanica Francuza).
Film, choć powstał zaledwie 2 lata temu, trąci nieco myszką. Ale w uroczy sposób. Jest narrator, spowolnione ujęcia, poetyckie wstawki, zabawa środkami formalnymi i konwencją. Naprawdę bardzo przyjemna propozycja kina nieco w stylu „retro”.
Filed under: Uncategorized
To już 3 miesiące? Coś takiego… Ależ ten czas… Jakoś mi tu tak było nie po drodze. Z różnych przyczyn na dłuższą chwilę straciłam filmowy apetyt. Zaczęło się chyba od 30 rock, które wyłączyło mnie z filmów na dobre kilka tygodni. A potem długo długo nic. Choć w sumie coś tam w międzyczasie bardzo lekkostrawnego. A potem zmusiłam się, by obejrzeć True Blood. I wsiąkłam po barki.
Zawsze miałam słabość do wampirów. To jest jednak inny rodzaj emocji – tanatos i eros, wieczność vs doczesność. Do tego wilgotny, bagienny klimat, voodoo, bar z łiskaczem i smażonymi krążkami cebulowymi. I te wampiry – nagle coś nowego, magicznie realnego. Na prawach mniejszości, troche „trędowate”, ale funkcjonujące między współczesnymi. Wynika z tego mnóstwo zabawnych sytuacji. Ale… co ja będę pisała o serialu, który wszyscy już widzieli. Po „True bood” nastała pustka. Stwierdziłam, że nie ma już żadnego serialu, który przebiłby True Blood, więc… zaczęłam oglądać filmy
(To się chyba zmieni. Wcześniej moja koleżanka Joanna, teraz widzę Arek polecają Shameless, a zdaje się mam już 4 odcinki na dysku).
Dzisiaj nie będę już więcej ględzić. Powrócę tu za kilka dni, obiecuję samej sobie. To tymczasem.
PS. Mam nowego chłopaka. Ma 194 wzrostu i jest wampirem. Zauważyłam go, mimo zbyt długich blond włosów. Ale kiedy je lekko skrócił i jeszcze bardziej rozjaśnił wiedziałam, że to jest to. Mój mąż kręcił nosem, ale koniec końców musiał go zaakceptować.
Ah no i jeszcze nie napisałam, że zdarzył się cud i zaczęłam oglądać horrory. Co prawda na razie takie bez duchów i potworów, ale od czegoś trzeba. Zaczęło się od Eden Lake, który zniosłam bez zbytniego zasłaniania oczu. Bardzo mi się podobał. Więc teraz tydzień po tygodniu, pod przewodnictwem swojego szanownego kolego Bartosza Sz. poznaje kolejne odsłony gatunku. Z tytułu na tytuł hartuje się coraz bardziej, myślę, że jest dla mnie nadzieja. No dobra. To już naprawdę koniec. Widzimy się!
